poniedziałek, 1 lutego 2010

akcja - róża na śniadanie

O godzinie 5 nad ranem rozległ się dokuczliwy dźwięk budzika. Niezgrabnym ruchem ręki natychmiast go wyłączyłem. W pokoju było zimno, a mnie się tak dobrze spało. Mimo to trzeba było wstać. Ciało natychmiast pokryła gęsia skórka. Nie było to przyjemne, ale ten dzień miał być wyjątkowy i nie zwracałem na to uwagi. Mama przygotowała mi śniadanie. Na zegarku było już 15 minut po 6 rano, szybko zjadłem kanapki z czekoladą i popiłem gorącą herbatą.
- Dobra mamuśka - wyjąkałem - lecę bo się spóźnię na autobus, trzymaj się. - szybko dodałem i opuściłem dom w mgnieniu oka. Na zewnątrz padał marznący deszcz, włosy już po paru chwilach latały we wszystkie strony. Normalnie droga na przystanek zajmuje 10 minut, ale ja miałem już tylko 5. Jak desperat biegłem wąską uliczką z różą w ręku. Palce mi sztywniały, a ciało ogarniał chłód. Na zwykle ruchliwej ulicy, teraz nie było żadnego samochodu. W oddali ujrzałem zbliżający się autobus. Uruchomił się we mnie jakiś nieznany mi mechanizm. Jakby boska moc dodała mi siły, jeszcze nigdy nie biegłem tak szybko. Można powiedzieć że cudem zdążyłem na autobus. W środku panował półmrok. Kierowcy zwykle lubieni siedzieć w ciemności i tylko w tylnej części paliło się światło. Usiadłem na pierwszym miejscu, więc też okryty byłem ciemnością. Na przedniej szybkie widziałem błyszczące płatki śniegu, skutecznie zatrzymywane przez przednią szybę. Rozbijały się tak jeden za drugim. Myślałem o Niej całą drogę, w ogóle dużo o Niej myślę. Po godzinie dojeżdżałem już na miejsce. Była to główna droga, wzdłuż której znajdowały się domki, wszystkie tak bardzo podobne, lecz ciężko było znaleźć dwa takie same. Pod domem Oli już miałem dać Patrycji różę i list, gdy nagle.. coś poszło nie tak. Zobaczyłem Sylwię. Przez sekundę, nie wiedziałem co mam zrobić, zupełnie się tego nie spodziewałem. Zaskoczony szybko odsunąłem się na bok żeby mnie nie zobaczyła. Nie przytomna i zaspana stała w drzwiach. Cieszyłem się że mogłem Ją zobaczyć, ale nie tak to miało wyglądać...
- Nie udało się, trudno - pomyślałem i wręczyłem Jej różę mówiąc jedynie:
- Kocham Cię Sylwiu..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz