Żyłem sobie spokojnie. Małe dziecko które interesowało się piłką nożną. Pełne życia i marzeń do spełnienia. Bajka która skończyła się tak nagle i bez ostrzeżenia. Jeden wieczór który zmienia Twoje życie nie do poznania.. Od tamtej pory minęło 7 lat. Jestem nieuleczalnie chory, chory sam na siebie. Jak to jest że mój organizm zabija mnie samego, powoli i bezlitośnie. Na początku się tego bałem, szukałem pomocy, ratunku. Nie chcę umierać i nie umarłem, bo nadal żyję. Teraz już spokojny i świadom swojego położenia. Lekarze nie leczą ludzi, Oni jedynie utrzymują ich przy życiu. Każdy boi się własnej śmierci. Ja z niej kpie, wyśmiewam bo i tak nie wygram. Wystarczy ze zabierze mi życie, nie chcę oddawać też szczęścia i radości jakiego mogę doświadczyć. Tyle możliwości ile stwarza nam teraz świat. Nie mogę się martwić ani płakać, bo to niczego nie zmieni.. samochody wciąż jeżdżą, a moje serce bije. Bije bardzo mocno i nie pozwoli mi usnąć na wieki, bo kogoś kocha. To daje siły, wzmacnia ducha. Bo na świecie jest ktoś komu na Tobie zależy. Zdałem sobie z tego sprawę.. tak późno a zarazem tak wcześnie.. już dawno chciałem to napisać.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz